Czy musisz wyjechać do Ameryki Południowej, tak jak ja kiedyś, żeby doświadczyć niezwykłej służby w języku hiszpańskim i prowadzić, ile tylko chcesz studiów z zainteresowanymi, którzy robią postępy, przychodzą na zebrania i biorą w nich udział?!
Otóż nie!
Wcale nie musisz spakować życia do 2 walizek, odkładać sporo kaski na przeprowadzkę, wyskoczyć z 3 tysięcy PLN na bilet, zmieniać pracę, obmyślać plany na stałą wizę, stresować się nowymi realiami życia i obcej kultury, czy żegnać się z rodziną i przyjaciółmi, których znowu zobaczysz może za rok lub dwa.
Wcale nie musisz szykować się na upał i stojące w miejscu powietrze na Karaibach, lepiące się ciała ubrania i wiecznie schnące ciuchy w Amazonii, chorobę wysokościową w Andach, albo palące słońce i kurz na pustynnych terenach przy ocenie. Nie musisz szykować się na pogryzione nogi przez stado pcheł, czy nowe pomysły na często pojawiające się skorpiony albo tarantule w twojej sypialni. Nie musisz nastawiać się na standardowe kilkugodzinne przerwy w dostawie prądu, częsty brak wody w okolicy, dziurę w podłodze zamiast deski klozetowej, pokopanie prądem przez grzałkę elektryczną pod prysznicem albo walkę z dostawcą Internetu, który zacina się i przerywa ci zdalną pracę. Nie musisz żegnać się z karpatką, pierogami ruskimi, kiszonym ogórkiem lub smalcem. Nie musisz pakować całą apteczkę leków w razie ‘W’, w tym tabletek na pasożyty, bo na pewno regularnie coś złapiesz od wody albo brudnego jedzenia w lokalnej restauracji. Nie musisz uważać przez pierwsze kilka tygodni lub miesięcy na nieumytą sałatę, warzywa i inne owoce, albo majonez i niedogotowaną wodę, z której lokalsi będą ci robić herbatę. A wiadomo, że wypijesz, bo przecież nie chcesz im robić przykrości, a planujesz się integrować.
Nie musisz nic z tych rzeczy
dlatego, że nie musisz lecieć się do Ameryki Południowej, bo to Ameryka Południowa przyleciała do ciebie do Polski
Nie musisz wystawiać się na żadną z tych niedogodności wymienionych wyżej. Nic nie musisz, ale jest coś co możesz…









